Blog post

RESET – odosobnienie na bezludnej wyspie… czyli co jeszcze w tym momencie możesz odpuścić?

Dorota Silarska

Patrząc wstecz, jestem w głębokim szoku jak mocno budujący i transformujący okazał się poprzedni rok. W czerwcu 2017, siedząc pod brzozami w przydomowym lesie spojrzałam w górę i poprosiłam: otwieram się na ścieżki rozwoju, które pozwolą mi skuteczniej i sensowniej pracować z ludźmi i ze sobą, ufam i daję się prowadzić. Najwyraźniej przekaz we Wszechświecie został odebrany.

We wrześniu poznałam Małgosię (dzięki Ali, kochana Wariatko), moją obecną nauczycielkę, dzięki której metoda pracy w gabinecie została wzbogacona o terapię Polarity i całościową pracę na głębszym poziomie (o metodzie pracy i procesie nauki napiszę innym razem). W grudniu, po trzecim, bardzo poruszającym module stwierdziłam, że warto byłoby gdzieś pojechać i się wyciszyć. Tak jak to zwykle bywa przypadkiem trafiłam do najbardziej klimatycznego miejsca we Wrocławiu, szkoły jogi Drzewo Życia ODWIEDŹ STRONĘ . Po praktyce zauważyłam plakat dotyczący kilkudniowego wyjazdu do Siedliska Ciszy koło Międzylesia z jogą, qi gong’iem i tai chi. Ekstra! Tego szukałam. W pięknej zimowej scenerii tak zaczęła się moja znajomość z Olgą, Pavlem, Svetą, Ilyą, Sarą, Magdą, Martą…którzy stali nieodłączną częścią mojego życia otwierającą nowe, rozwojowe ścieżki. Jestem za to przewdzięczna! Wyjazd powtórzyliśmy w czerwcu. Oprócz tego, w tym roku, przypadały moje 25te urodziny. Chciałam wejść w nowy okres życia z nową energią na lepszym poziomie, z podziękowaniem za wszystkie lata doświadczeń i gotowością na zmiany. Na horyzoncie pojawił się wyjazd na bezludną wyspę, można by powiedzieć w survivalowych warunkach (takie są najbliższe mojemu sercu), z zaplanowanymi godzinami mocnej praktyki.

Wyspa Dżaryłgacz – lipiec

Czysta natura, do której droga prowadzi przez powietrzne przestworza, elżbietańskie samoloty, szerokie i pełne pyłu drogi, szalejące motorówki kierowane przez opalonych kapitanów w spodenkach w nagie syreny i finalnie potężne wehikuły przedzierające się gładko wśród krzaków i metrowych kałuż. Stopniowo zaczynasz odczuwać ulgę ogarniającą całe ciało , bo znalazłeś się na nowo w domu. W ciszy. W miejscu bez dziwnej, lewopółkulowej gonitwy, której – otwierając coraz szerzej oczy – do końca nie rozumiesz, bo zapominasz krok po kroku sztucznie narzucane schematy i zasady życia.

 

Pierwsze kilkadziesiąt godzin, paradoksalnie, było dość ciężkie. Chciałam rozluźnić ciało i głowę, ale zupełnie się to nie udawało. Trudnym zadaniem było uwolnienie się od wszystkich przyzwyczajeń rzeczywistości, mimo kilku godzinnych samotnych spacerów i wpatrywania się w kojące morze. Kiedy znajdujesz się w środku pustkowia – ono automatycznie oczyszcza Cię ze wszystkich wpojonych schematów codzienności. Obciążające dywany złażą z Ciebie jak spalona słońcem skóra. Najpierw decydujesz się odważnie stawić temu czoła i nie dać się. Układasz w głowie sprytne postanowienia. Potem stwierdzasz, że to całkiem bezsensu i zamiast walczyć, co zawsze wraca bumerangiem prosto w twarz, odpuszczasz chcenie wyluzowania i całkowicie podporządkowujesz się biegowi zdarzeń. Jestem taka, jaka mam być na ten moment. Pozwalam rzeczywistości być rzeczywistością. Wyzwalam się od chcenia, potrzeby miłości, aprobaty, uznania, podziwu. Lęku, że sprawy nie potoczą się tak, jak Ty sobie wymyśliłaś. Umysł produkuje oderwane od rzeczywistości scenariusze, ale dezaktualizowanie myśli nakierowuje nas z powrotem na dobre tory.

Shavasana po południowej praktycePraktyka podczas wyjazdów pięknie otwiera nas na tematy, które mamy do przepracowania. Rano, o 5:30 praktykowaliśmy Qi Gong. W południe – jogę i świadomość ciała. Wieczorami – zamiennie tai chi oraz somatykę. Oprócz tego, każdego wieczoru ważnym elementem była medytacja obecności w parach. Doświadczenie, które powinno być obowiązkowym elementem naszej codzienności i przystosowania do życia z innymi ludźmi… 🙂 Przy asanach odpala, zapala i spala się ego. Somatyka uświadamia Ci, ile napięć sam sobie fundujesz. Qi Gong pokazuje, jak wiele mocy możesz czerpać ze wszechświata, a tai chi uczy, że jeśli trzymasz coś za mocno – nic nie wychodzi. Medytacje obecności pozwalają docenić bezcenne połączenie, zupełnie na innym poziomie niż zazwyczaj, z drugą osobą. Bezruch wynikający z praktyki oddychania tworzy wewnętrzne szczęście. Wszystko dostaniesz, wystarczy się otworzyć i włożyć w codzienną rutynę indywidualny wysiłek. Zaufaj i poproś, z miłością i czystą intencją.

Kiedy jesteś z innymi ludźmi bez natłoku myśli, spraw, ocen, bez technologii to dostrzegasz, jak jakościowo zmienia się przestrzeń dookoła. Dzieje się zwykłe, czyste szczęście. Dochodzisz do wniosku, że jednym z Twoich najważniejszych obowiązków to przypominanie sobie tego stanu. I szukania możliwości powrotu i życia w naturze.

Dziękuję chłopakom za stworzenie pięknej atmosfery i całej wyspowej rodzince za przestrzeń pełną zrozumienia i ciepła. Naturze, że otwiera głowy na nowe możliwości i przypomina, o co w życiu chodzi. Sobie, za otwartość na rozwój. Myślę, że z wniosków wyciągniętych na Magicznej Wyspie korzyści nie odczuję tylko ja, ale wiele, wiele osób 🙂 With Love!

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni Nastepny