Blog post

Blaknąca etykieta dietetyczki

Dorota Silarska

Kilkanaście miesięcy temu rozpoczęła się moja przygoda z odważnym prowadzeniem pacjentów autorską, wielopoziomową metodą. W czerwcu 2017 usiadłam pod brzozami i prosiłam o wskazówki, bo w głębi duszy wiedziałam, że dietetyka kliniczna i podstawowa psychologia to zbyt mało, żebym mogła dojść do porozumienia z własnym organizmem, jak i skutecznie prowadzić innych ludzi. Połączenie dietetyki klinicznej, diagnostyki, technik pracy z umysłem i terapią (Polarity, normalizacja i oczyszczanie) jest dość osobliwym i odważnym pomysłem, ale…sprawdza się! Co więcej, wciąż ewaluuje. Blisko rok temu trafiłam na pierwszy jogowy warsztat, co okazało się strzałem w dziesiątkę.  W tym momencie rozpoczynam trzeci program personalny stworzony przez mojego nauczyciela Pavla Tsekhotsky’ego, a co więcej za jego namową uczę się języka rosyjskiego, aby w marcu rozpocząć naukę w szkole jogi i pracy ze świadomością ciała oraz umysłu (tak to chyba mogę przetłumaczyć…) Smirnowych. Przy okazji zapraszam na nasz styczniowy warsztat Wewnętrzny Przewodnik, który będzie konkretną pracą z Samym Sobą,a przy okazji zupełnym Resetem : połączymy jogę, somatykę, techniki pracy z umysłem, medytację i terapię Polarity. Wewnętrzny Przewodnik Więc podsumowanie recenzji Arka ( z którym mam przyjemność pracować), którą dzisiaj przytoczę jest trafne : „w miarę upływu czasu doszedłem do wniosku, że etykieta „dietetyczki” w stosunku do Doroty jest naprawdę krzywdząca.” A ja sama po tym czasie mogę z czystym sumieniem nazwać siebie terapeutką. Jeśli już muszę jakkolwiek siebie nazywać 🙂

Poniżej podsumowanie współpracy Arka, który postanowił podzielić się swoją historią, żeby Dobro Szło Dalej ! 🙂

” Cześć! Mam na imię Arek. Obecnie dobijam do 21 roku mojego życia (stan na 2018 rok) i do
Doroty trafiłem w marcu tego roku poprzez moją ciocię. Stan, w jakim  mnie zastała można
opisać tylko słowem „opłakany”. Moja waga nieubłaganie zbliżała się do 120 kg, co w
połączeniu ze wzrostem 194 cm nadawało mi kształtu średniej wielkości czołgu. Jakby tego
było mało, miałem bardzo poważne problemy ze snem. Potrafiłem nie spać aż do 4 nad ranem
i w ten sposób obudzić się dopiero około 16. Próbowałem radzić sobie ze snem poprzez
branie tabletek nasennych. Na początku zaczynałem od jednej, potem były już dwie, trzy, pięć
itd. Ciągle bolała mnie głowa. Cały czas czułem się skołowany, to co się działo dookoła mnie
ledwo do mnie docierało. Nie byłem w stanie skupić się na treści żadnej książki, a to dla
takiego miłośnika literatury jak ja, było ciosem poniżej pasa. Do tego wszystkiego dochodził
stres związany ze studiami, które kompletnie nie odpowiadały moim zainteresowaniom. Idąc
na jakiekolwiek zajęcia musiałem brać ze sobą tabletki uspokajające, ponieważ nie dawałem
już rady. Mój organizm hiperbolizował każdy najmniejszy stres i informował mnie o nim
poprzez liczne stany zapalne mojej kochanej łuszczycy. Podsumowując: byłem
niezadowolony ze swojego wyglądu, moja koncentracja właściwie nie istniała, „normalny
sen” był dla mnie pojęciem obcym, a ja zaczynałem przyzwyczajać się do takiego stanu
rzeczy. Gdybym powiedział, że byłem uradowany pierwszym spotkaniem u Doroty, to
niestety, ale skłamałbym. Szczerze przyznaję, iż byłem bardzo sceptycznie nastawiony do
Doroty, a wynikało to z tego, że natychmiastowo nakleiłem jej łatkę pt. „Dietetyczka”. Już
kiedyś byłem u dietetyczki, która zaserwowała mi dietę o chlebie i wodzie. Co prawda
schudłem, ale moje samopoczucie w ogóle się nie poprawiło i na dodatek  nie minęło dużo
czasu, jak przeżyłem efekt jojo. Będąc u Doroty pierwszy raz cały czas myślałem “Oho,
ciekawe co mi każe jeść? Albo inaczej, czego mi zabroni jeść?”. Przeżyłem niemały szok, gdy
otrzymałem instrukcję higieny życia od Doroty – instrukcja była rozsądna i nie zawierała
niczego, do czego mógłbym się przyczepić, co oczywiście działało mi wtedy trochę na nerwy.
Kolejnym zaskoczeniem była konieczność zrobienia sobie odpowiednich badań, które miały
pokazać stan m.in. mojej gospodarki hormonalnej. Co do tego też byłem sceptyczny, „Same
wydatki przez tę Dorotę” – mruczałem pod nosem. Gdy na bazie moich wyników Dorota
przepisała mi listę suplementów mój poziom sceptyzmu wzrósł proporcjonalnie do długości
listy, ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że jeśli to ma mi pomóc, to chyba jednak warto
spróbować. Początki nie były łatwe. Przestawienie się na całkowicie inny sposób myślenia,
zachowania nie było takie proste. Posiadałem bardzo wiele złych nawyków, które z trudem
wyeliminowałem. Np. ot takie dostarczanie cukru poprzez zjedzenie czegoś słodkiego lub
picie słodzonej herbaty. Cukier. Zwykła rzecz, którą każdy znajdzie w swojej kuchni
stanowiła dla mnie wyzwanie. To głupie, co napiszę, ale przez pierwsze dwa tygodnie czułem
się jakbym rzucał wieloletni nałóg. To znowu głupie, co napiszę, ale chęć zjedzenia czegoś
słodkiego, nawet dwóch łyżek samego, czystego cukru była we mnie tak silna, że aż śnił mi
się to śniło! Z perspektywy czasu wiem, że na samym początku byłem zbyt niecierpliwy.
Ledwo mijał miesiąc, a ja chciałem widzieć już po sobie drastyczne zmiany, których nie
zobaczyłem i to prawie spowodowało, iż miałem ochotę przerwać całą pracę nad sobą.
Jednakże widząc te drobniejsze zmiany, które we mnie zaszły, postanowiłem dać sobie
jeszcze jedną szansę i nie wiem jakby teraz ze mną było, gdybym tak nie postąpił.
Zachodzące we mnie zmiany zaczęły przyspieszać z tygodnia na tydzień. Powoli malał ból
głowy. Moja łuszczyca dawała mniej o sobie znać. Stawałem się bardziej skoncentrowany.
Spadałem na wadze. I co najważniejsze – mój organizm łatwiej przestawiał się na nowy tryb
myślenia, zachowania oraz odżywiania. W pewnym momencie nawet zacząłem uprawiać
sport! A to było dla mnie ogromne osiągnięcie. Przez okres letni bardzo dużo biegałem,
jeździłem na rowerze, ćwiczyłem na zewnętrznych siłowniach – jednym słowem byłem w
końcu aktywny. Robiłem coś, na co nigdy nie miałem: czasu, siły, ochoty, chęci itp. itd.
Doszło do tego, że aż potrzebowałem pójść i np. pobiegać. Wreszcie mogłem też przysiąść do

książek, wielu mądrych książek, z których czerpałem wiedzę na temat higieny życia i
poszerzałem swoją świadomość w tym zakresie. Regularne spotkania z Dorotą motywowały
mnie do dalszych działań, ponieważ potrafiła dokładnie wytłumaczyć mi, co dzieje się z
moim ciałem. Każde nasze spotkanie dostarczało mi wartościowej wiedzy, którą później
wykorzystywałem. Piszę ten tekst dokładnie 4 października 2018r. Minęło okrągłe pół roku
odkąd rozpocząłem proces zmian w moim życiu. Jakie są tego końcowe efekty? Ostatni stan
wagi pokazywał 100,2 kg i nadal leci w dół (muszę wymienić prawie całą garderobę!). Moja
gospodarka hormonalna została uregulowana. Czuję się pełen energii i motywacji. Jeśli coś
mnie boli, to tylko zakwasy po treningu. Na dodatek rzuciłem studia i postanowiłem pójść w
zupełnie innym kierunku. Nareszcie po długim czasie zmagań z samym sobą, mogę napisać,
że żyję i mam się wspaniale! Może ta cała moja historia brzmi zbyt cukierkowo. Taki ja
sprzed pół roku po przeczytaniu jej pewnie parsknąłby śmiechem. Jestem świadomy tego, że
wiele osób ma jeszcze bardziej sceptyczne opinie na ten temat. Nie raz, nie dwa spotykałem
się ze stwierdzeniami typu:

– „Ta suplementacja to wymysł koncernów farmaceutycznych!” – oczywiście, że na
rynku są suplementy, które można łykać jak tic-tacki, a i tak nie przyniosą żadnego
efektu. Dlatego ważne jest zdobycie odpowiedniej wiedzy na ten temat.

–  „Dietetycy tylko głodzą” – w miarę upływu czasu doszedłem do wniosku, że etykieta
„dietetyczki” w stosunku do Doroty jest naprawdę krzywdząca. Od razu przywodzi na
myśl osobę, która przygotowuje głodową dietę. Tylko że ja utrzymując higienę
żywienia nigdy nie poczułem się głodny! Najlepsze określenie dla Doroty pochodzi z
jej wizytówki – Dorota jest terapeutką.

Jeśli ktokolwiek dotarł, aż do tego końcowego momentu mojej historii, to po pierwsze bardzo
dziękuję za cierpliwość, a po drugie to pozytywny znak, świadczący o tym, że właśnie TY
osobo czytająca chcesz coś zmienić w swoim życiu. Pamiętaj tylko, iż chcąc zmienić swoje
życie, należy zacząć najpierw od siebie samego. Życzę Ci kimkolwiek jesteś, żebyś swój
pierwszy krok ku lepszemu postawił/-a przekraczając próg gabinetu Doroty. Uwierz mi, że
trafisz w od  powiednie ręce. Ja swoją historię już napisałem. Teraz Twoja kolej :)”

 

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Poprzedni